Większość z nas w pracy unika spięć i niezgody, wybierając zgodę zamiast dyskusji. Tymczasem to właśnie konstruktywne ścieranie się odmiennych punktów widzenia bywa źródłem najlepszych rozwiązań. „Nieporozumienie co do pomysłów to miejsce, gdzie błyszczy kreatywność” – mówi Roni Reiter-Palmon, psycholog i profesor Uniwersytetu Nebraski w Omaha, kierująca tamtejszym Centrum Nauki o Współpracy.
Wspólne przytakiwanie może wprawdzie sprawniej przesuwać projekt do przodu, ale nie otwiera drzwi do innowacji. Wskazywanie przeszkód nie musi oznaczać pogrzebania koncepcji – to raczej szansa, by spojrzeć na sytuację z innej strony, bez wpadania w konflikt relacyjny. „To rozmowa, podczas której integrujemy i rozważamy różne perspektywy, napędza kreatywność” – wyjaśnia Reiter-Palmon.
Takie twórcze tarcie bywa nazywane dynamiką, która prowadzi do przełomów. Elizabeth „Zab” Johnson, dyrektor wykonawcza Inicjatywy Neuronauki Wharton na Uniwersytecie Pensylwanii, podkreśla, że w takich momentach na zespołach „zdarzają się chwile »aha!«”. Potwierdzają to badania – w ankiecie z 2024 roku dotyczącej konfliktów w miejscu pracy połowa respondentów przyznała, że dobrze zarządzany konflikt poprawia ich kreatywność i pomaga budować lepsze relacje ze współpracownikami.
Dlaczego więc tak chętnie stronimy od niezgody? Nasze mózgi z natury dążą do rozwiązywania niejednoznaczności, ale w codziennym życiu często wybieramy łatwiejsze ścieżki. Zamawiamy lunch przez aplikację, zamiast porozmawiać z kelnerem, zlecamy raporty sztucznej inteligencji, a zaległe spotkania ze znajomymi zastępujemy szybkimi wiadomościami. Dotyczy to nawet błahych spraw – w badaniach prowadzonych przez Kirsten Blakey z Uniwersytetu w Toronto uczestnicy woleli dyskutować o zwykłych skałach z osobami, które podzielały ich zdanie, niż z tymi, które miały odmienne spojrzenie. „Nie sądziliśmy, że dorośli będą tak niechętni do angażowania się w nieporozumienia” – komentuje Blakey, obecnie wykładowczyni psychologii rozwojowej na Liverpool John Moores University w Anglii.
Dobra wiadomość jest taka, że można się tego nauczyć. W badaniach Blakey uczestnicy, którzy obejrzeli film o korzyściach płynących z niezgody lub zostali zachęceni do rozważenia cudzego punktu widzenia, chętniej szukali kontaktu z osobami o odmiennych poglądach. Kluczem jest wyjście poza strefę komfortu i oswojenie się z pewnym dyskomfortem, który towarzyszy konfrontacji pomysłów.
W wielu firmach wciąż jednak obowiązuje zasada „zgoda buduje zespół”, a burze mózgów bywają ograniczane sztywnymi regułami zakazującymi krytyki. Tymczasem badania z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley pokazują, że uczciwa debata nad pomysłami, zamiast sztucznego trzymania pokoju, może zwiększyć liczbę wygenerowanych rozwiązań nawet o 9%. Gina Dokko, profesor w Graduate School of Management na Uniwersytecie Kalifornijskim w Davis, która bada adaptację pracowników do nowych kultur organizacyjnych, zwraca uwagę, że to miejsca pracy powinny tworzyć atmosferę, w której dyskusja jest nagradzana, a pomysły nie są odrzucane w zarodku.
„Istnieje napięcie między kreatywnością a produktywnością. Nikt nie jest kreatywny, gdy czuje się zbyt komfortowo” – podsumowuje Dokko. Choć w korporacyjnej rzeczywistości tarcie bywa zwykle tłumione, pracownicy, którzy potrafią wyjść poza utarte schematy i wykorzystać je konstruktywnie, mogą dostarczyć firmie dokładnie tego, czego potrzebuje – świeżych, innowacyjnych rozwiązań.