Zaledwie kilka niepokojących informacji wystarczyło, by strach o dzieci przerodził się w społeczną panikę. W miniony czwartek rodzice masowo zastanawiali się, czy następnego dnia wysłać pociechy do szkoły, dyrektorzy podejmowali decyzje o zamykaniu placówek, a w internecie lawinowo mnożyły się spekulacje i niepotwierdzone doniesienia. Psycholożka i psychotraumatolożka Justyna Żukowska-Gołębiewska w rozmowie z WP Kobieta podkreśla, że obawa to zupełnie coś innego niż panika — i że to rozróżnienie ma ogromne znaczenie dla codziennego funkcjonowania rodzin.
Ekspertka nie ukrywa, że skala reakcji społecznej budzi w niej niepokój. Jej zdaniem pokazuje ona kondycję całego społeczeństwa, a nie tylko pojedynczych rodziców. Kiedy emocje zbiorowe biorą górę nad rzeczową oceną sytuacji, przestaje działać zdrowy rozsądek, a zaczynają rządzić nimi plotka, pośpiech i wzajemne napędzanie się lęku. W efekcie decyzje podejmowane są pod wpływem chwili, a nie na podstawie sprawdzonych informacji.
Psycholożka zwraca uwagę, że panika ma swoją własną dynamikę. Rozprzestrzenia się błyskawicznie, zwłaszcza w mediach społecznościowych, gdzie każdy kolejny wpis potęguje niepokój. Niepotwierdzone doniesienia zyskują status faktów, a rodzice — zamiast spokojnie zweryfikować informacje — działają pod presją czasu i emocji. To właśnie w takich momentach najłatwiej o decyzje, które później trudno racjonalnie uzasadnić.
Zdaniem Żukowskiej-Gołębiewskiej kluczowe jest odróżnienie obawy od paniki. Obawa jest naturalną, zdrową reakcją, która mobilizuje do działania i pozwala lepiej zadbać o bezpieczeństwo dziecka. Panika natomiast paraliżuje lub popycha do chaotycznych kroków, które często przynoszą więcej szkody niż pożytku. Granica między nimi bywa cienka, ale świadomość tej różnicy może uchronić przed pochopnymi decyzjami.
Ekspertka podkreśla, że w sytuacjach niepewności szczególnie ważna jest umiejętność zatrzymania się i sprawdzenia faktów. Zamiast działać pod wpływem pierwszego impulsu, warto odczekać, zweryfikować źródło informacji i porozmawiać z osobami, które mają rzetelną wiedzę. To pozwala zachować kontrolę nad emocjami i podejmować decyzje, które rzeczywiście służą dobru dzieci.
Historia z minionego czwartku pokazuje, jak szybko pojedyncze sygnały mogą przerodzić się w zbiorową reakcję. Dyrektorzy szkół stają przed trudnym wyborem, rodzice działają w pośpiechu, a dzieci — choć często nieświadome dorosłych rozterek — stają się częścią tej samej fali niepokoju. Psycholożka zaznacza, że takie sytuacje są testem dla całej wspólnoty: pokazują, czy potrafimy sobie nawzajem zaufać i czy umiemy oddzielić realne zagrożenie od wyobrażonego.
Jej zdaniem nie chodzi o to, by bagatelizować lęk rodziców. Wręcz przeciwnie — warto go wysłuchać i potraktować poważnie. Problem pojawia się wtedy, gdy lęk przestaje być sygnałem, a staje się jedynym narratorem. Wtedy przestajemy widzieć dziecko i jego rzeczywiste potrzeby, a zaczynamy reagować na własne wyobrażenia o tym, co może się stać.
Rozmowa z psycholożką to przypomnienie, że w czasach nadmiaru informacji umiejętność ich selekcji jest kompetencją rodzicielską. Świadome zarządzanie własnymi emocjami, rozmowa z dzieckiem i spokojne podejmowanie decyzji mogą uchronić rodzinę przed skutkami zbiorowej paniki. Jak podkreśla ekspertka, strach nie musi rządzić naszymi wyborami — o ile nauczymy się go rozpoznawać i nazywać, zanim przejmie kontrolę.
2