Iza Potoczna, Polka mieszkająca w Stanach Zjednoczonych od siedmiu lat, zamówiła śniadanie na wynos po dłuższej przerwie. Efekt ją rozczarował. «Po prostu depresja» — tak skomentowała to, co znalazła w opakowaniu.

Amerykańskie śniadania od dawna nie cieszą się dobrą opinią, a doświadczenie Potocznej wpisuje się w ten schemat. Kobieta, która na co dzień żyje w USA, spodziewała się czegoś więcej po posiłku z restauracji. Zamiast tego otrzymała danie, które określiła jako przygnębiające.

To nie pierwszy raz, gdy amerykański sposób jedzenia śniadań budzi wątpliwości. Porcje bywają duże, ale składniki często ograniczają się do prostych, przetworzonych produktów. Dla kogoś przyzwyczajonego do polskich śniadań — kanapek, twarożku, jajek czy świeżych warzyw — taki zestaw może być rozczarowujący.

Potoczna nie ukrywała emocji. Jej krótki komentarz «po prostu depresja» trafnie podsumowuje frustrację, jaką może wywołać posiłek, który nie spełnia oczekiwań. Warto zaznaczyć, że nie chodzi tu o pojedynczy incydent, lecz o szerszy problem z jakością i charakterem amerykańskich śniadań na wynos.

Dla czytelniczek, które planują podróż do USA lub zastanawiają się nad tamtejszą kuchnią, historia ta może być przestrogą. Jeśli zależy nam na smacznym i sycącym śniadaniu, warto wcześniej sprawdzić, co oferuje dana restauracja, albo przygotować posiłek samodzielnie. W wielu amerykańskich lokalach śniadanie to głównie jajka, bekon, tosty i słodkie bułki — niewiele wspólnego z lekkim, zbilansowanym posiłkiem.

Nie oznacza to, że w USA nie można zjeść dobrego śniadania. Coraz więcej miejsc oferuje zdrowsze opcje, ale wymaga to rozeznania. Doświadczenie Potocznej pokazuje, że nawet po latach mieszkania w Stanach Zjednoczonych można trafić na danie, które rozczarowuje. «Po prostu depresja» — to zdanie najlepiej oddaje to, co czuła, otwierając pudełko ze śniadaniem.

5Wyświetlenia

Autor

Styl i uroda

Katarzyna Nowak — styl i uroda, Jej Tempo.