Piętnaście kurtek, za które łącznie zapłaciła około 45 tysięcy złotych, wróciło do nadawcy. Monika Kamińska, założycielka warszawskiej marki noszącej jej imię i nazwisko, chciała po prostu kupić ciepłą kurtkę na zimę. Żadna z testowanych modeli nie spełniła jednak jej oczekiwań. Jak sama mówi, każda miała ten sam problem: albo marzła, albo się gotowała. Najcięższa ważyła dwa kilogramy, a po kilku godzinach w niej bolały ją ramiona.

Zamiast wrócić do starego puchowego płaszcza, projektantka postanowiła stworzyć model, którego brakowało na rynku. Jej marka od lat sprzeciwia się tzw. tekstylnemu śmietnikowi, czyli taniemu poliestrowi i ubraniom na jeden sezon. Ubrania powstają głównie w Polsce z naturalnych włókien, a w sklepie nie ma poliestru, poliamidu ani akrylu jako głównych materiałów. Brakowało jedynie zimowej kurtki, która spełniałaby te same zasady. Skoro nikt jej nie uszył, Kamińska zdecydowała się zrobić to sama. Jak tłumaczy, nie chciała kolejnego kompromisu, bo nie mogła zachęcać klientek do życia bez plastiku, a sama zimą nosić syntetyków.

Gdy zaczęła szukać rozwiązania, usłyszała od dostawców wełny i producentów membran, że połączenie tych elementów się nie uda: membrana nie współpracuje z wełną, wypełnienie się zbryla, a kurtka będzie za ciężka. Zamiast zrezygnować, przetestowała dwanaście prototypów. Każdy poprawiał jeden problem, na przykład rozkład wypełnienia w komorach, wagę, oddychalność czy współpracę membrany z wełnianą tkaniną. Przełom przyniosło wypełnienie zawierające 20 proc. biopolimeru z włókna kukurydzianego, który stabilizuje merino. Dzięki temu wełna nie wędruje i nie zbija się w grudy, a kurtka zachowuje kształt sezon po sezonie. Projektantka sama testowała każdy prototyp na nartach, biegówkach, w mrozie i deszczu.

Efektem jest model Woolaspen, zimowa kurtka z wierzchem w stu procentach z wełny i wypełnieniem z merino zamiast puchu czy syntetycznej waty. Zewnętrzna dwuwarstwowa tkanina została utkana we Włoszech z cienkiego włókna o grubości 18,1 mikrona. Pod nią pracuje membrana o grubości 10 mikronów, wykonana z materiałów z recyklingu, o wodoodporności 3800 mm, która chroni przed wiatrem i przepuszcza parę wodną. Wypełnienie waży 480 gramów na metr kwadratowy. Marka deklaruje komfort termiczny w zakresie od zera do minus 20 stopni, a kurtka jest szyta w Polsce.

Kamińska podkreśla, że merino zachowuje ciepło nawet wtedy, gdy jest wilgotne, czego nie da się powiedzieć o puchu. Wełna działa też jak naturalny termostat, odprowadzając wilgoć, gdy się rozgrzejemy, i zatrzymując ciepło w chwilach bezruchu. Materiał jest naturalnie antybakteryjny i nie chłonie zapachów, więc zamiast częstego prania wystarczy wietrzenie. Kurtka ma regulowany kaptur i dół, elastyczne mankiety, dwie kieszenie zewnętrzne i jedną wewnętrzną. Stopery w kolorze ciemnego niklu dopełniają wygląd.

Woolaspen projektowano z myślą o mrozie i deszczu, ale nie wygląda jak sprzęt wyprawowy. Czyste linie, matowa faktura wełny i stonowane kolory sprawiają, że pasuje zarówno do miasta, jak i na górski szlak. Jak mówi projektantka, zależało jej na tym, by kurtka pasowała do golfu i do sukienki, a nie tylko do wyjazdu w góry. Model ma więc służyć na co dzień, od porannego dojazdu do biura po weekendowe spacery, i to przez wiele zim.

2Wyświetlenia

Autor

Dom i kuchnia

Ewa Sikora — dom i kuchnia, Jej Tempo.