Planowanie emerytury zwykle koncentruje się na jednym pytaniu: czy zdążę zaoszczędzić wystarczająco dużo, zanim przestanę pracować? Tymczasem eksperci od finansów osobistych zwracają uwagę na równie ważne, choć rzadziej poruszane zagadnienie: co zrobić, gdy emerytura potrwa znacznie dłużej, niż się spodziewamy. Niedoszacowanie własnych szans na dożycie setki może nie wydawać się tak dramatyczne jak śmierć dzień przed zakończeniem kariery, ale to właśnie ono bywa cichą finansową tragedią, której można uniknąć.

Psycholog społeczny Hal Hershfield z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles odkrył, że gdy ludzie myślą o sobie za 10, 20 czy 30 lat, ich mózgi reagują tak, jakby myśleli o obcej osobie. Trudno przejmować się przyszłym „ja”, które wydaje się nam nieznane, dlatego ryzyko długiej, niedofinansowanej emerytury bywa lekceważone. Specjaliści od planowania emerytalnego zalecają więc tworzenie wizualizacji siebie w starszym wieku, na przykład zdjęć pokazujących, jak będziemy wyglądać po siedemdziesiątce czy dziewięćdziesiątce. Nawet samo wyobrażenie sobie codzienności na emeryturze — sposobu spędzania czasu, rozwiązywania problemów czy dbania o zdrowie — pomaga dostrzec potrzeby przyszłego „ja” i zmotywować się do oszczędzania.

Kolejnym wyzwaniem jest tak zwana „błędna wiara w wieczność” (forever fallacy). To poznawcze zniekształcenie sprawia, że uznajemy obecne warunki za niezmienne. Zmęczeni rodzice niemowlęcia nie wierzą, że kiedyś znów się wyśpią, a świeżo upieczony emeryt zakłada, że zdrowie pozostanie takie samo na zawsze. Tymczasem zmiany są nieuniknione — zarówno te osobiste, jak i te wynikające z szerszych uwarunkowań ekonomicznych czy społecznych. Nikt, kto planował przejście na emeryturę w 2020 roku, nie spodziewał się, że pierwszy rok wolności spędzi w izolacji. Co więcej, zapominamy o zmianach całkiem przewidywalnych: aż 80% osób po sześćdziesiątce będzie w pewnym momencie potrzebować długoterminowej opieki, której nie obejmuje Medicare. Mimo to, według corocznego badania Fidelity Investments dotyczącego kosztów opieki medycznej na emeryturze, 20% Amerykanów nigdy nie wzięło pod uwagę wydatków na zdrowie po zakończeniu kariery.

Eksperci przestrzegają również przed traktowaniem świadczeń emerytalnych jak gry, którą można „wygrać”. Do 2008 roku amerykańska administracja zajmująca się ubezpieczeniami społecznymi oferowała kalkulatory pomagające ustalić tak zwany wiek progu rentowności, czyli moment, w którym łączna kwota pobranych świadczeń przy ich wcześniejszym rozpoczęciu zrównuje się z kwotą uzyskaną przy późniejszym przejściu na emeryturę. Świadczenia można pobierać już od 62. roku życia, ale są one wtedy trwale obniżone nawet o 30%. Odroczenie decyzji zwiększa miesięczną wypłatę o około 8% rocznie, aż do 70. roku życia, kiedy można otrzymać nawet 124% przewidywanej kwoty. Dla większości beneficjentów rozpoczęcie pobierania świadczeń w wieku 62 lat daje więcej łącznych pieniędzy do około 79. roku życia, co niektórzy uznają za argument za wcześniejszym startem.

Takie rozumowanie ma jednak poważną wadę: jedynym sposobem na „wygranie” tej gry jest wczesna śmierć. Świadczenia emerytalne wypłacane są niezależnie od tego, ile urodzin jeszcze obchodzimy, i stanowią swego rodzaju ubezpieczenie na wypadek nieprzewidzianej długowieczności. Osoba, która dożyje osiemdziesiątki czy dziewięćdziesiątki z trwale obniżonym świadczeniem, stawia się w trudniejszej sytuacji finansowej bez możliwości powrotu na rynek pracy. Zamiast koncentrować się na obawie, że nie zdąży się „odebrać” swoich pieniędzy, warto wyobrazić sobie długie życie i podejmować decyzje, które zabezpieczą przyszłe, bardziej bezbronne „ja”.

Autor

Styl i uroda

Katarzyna Nowak — styl i uroda, Jej Tempo.